|
|
|
DOBRA NOWINA
Ciekaw
jestem, jak każdy z nas reaguje na to, gdy ktoś mówi nam: "Słuchaj,
mam dla ciebie dobrą wiadomość!". Myślę, że zgodzimy się z tym,
że słowa te budzą ciekawość, radość, oczekiwanie tego, co zostanie
powiedziane dalej: Może szef zgodził się na podwyżkę? Może syn dostał
się na studia? Może ...?
Na
pewno wszyscy kochamy dobre wiadomości. Wśród szarych, codziennych zajęć
usłyszenie dobrego słowa daje zachętę, pozwala ufniej spojrzeć w przyszłość.
Nie tak dawno temu przyszła mi do głowy myśl - jak byłaby najlepsza
wiadomość, jaką mógłbyś w życiu usłyszeć? Spośród tych
wszystkich, małych i wielkich (ale zawsze dobrych!) - jaka?
Może
najlepszą wiadomością byłaby ta: "Będziesz bogaty". Zgodzisz
się, że to naprawdę dobra wiadomość. Zaraz przychodzą do głowy myśli:
Spłacę kredyt! (na przykład) Potem, kiedy tak naprawdę dotrze do ciebie,
co to znaczy być bogatym, plany stają się ambitniejsze: willa na
jeziorem, czerwone Porsche 911, jakaś ekstra dziewczyna (jak już jest
samochód i willa, to zaraz niejedna się znajdzie), wakacje na Majorce...
Witaj bogactwo! Z zapartym tchem pytasz: W jaki sposób? Kiedy? Ile?
Odpowiedzi mogą być różne, ale jedna z możliwych to: bogaty wujek, świetnie
prosperująca firma, zawał serca, bezdzietny, testament mówi jasno:
spadkobiercą całej fortuny (i oczywiście firmy) jesteś ty.
Zanim
podejmiesz decyzję (a nad czym tu się jeszcze zastanawiać?), pomyśl
jeszcze przez chwilkę i wyobraź sobie siebie za jakieś, powiedzmy, dziesięć
lat. Wracasz późno z kolejnego zebrania zarządu (udało się podwyższyć
sprzedaż o kolejne 10%). W domu niestety ciemno i głucho, bo ekstra
dziewczyna to jedyna rzecz, której nie udało ci się zrealizować (oczywiście
były różne, ale żadna na dłuższą metę, wbrew pozorom te naprawdę
ekstra nie zadowolą się byle sportowym samochodem, wymagają, żeby poświęcać
im jeszcze trochę czasu...). Jesteś zmęczony, bo wczoraj w nocy znów włączył
się alarm w domu, na szczęście odstraszył włamywaczy - twój dom to
prawdziwa forteca, ale wciąż ktoś próbuje). Porsche w warsztacie, bo
tydzień temu jakiś łepek porysował lakier gwoździem. Mógłbyś w sumie
kupić nowy zamiast lakierować stary, ale tak czy owak trochę to denerwujące
(no
i trzeba na razie jeździć toyotą, już nie robi takiego wrażenia).
Dobrze,
dość tego. Więc jaka jest decyzja? Myślę, że moja (i twoja też) byłaby
taka: Będzie czasem trudno, ale cóż - coś takiego zdarza się raz w życiu...
Jak najbardziej wchodzę w to!
A
może coś takiego byłoby jeszcze lepsze: "Będziesz sławny!"
Hm... to też brzmi nienajgorzej, prawda? Wyobraź sobie własne zdjęcie na
okładce gazety. Nie jakiegoś tam prowincjonalnego dziennika, ale naprawdę
szanującej się gazety (może być "Polityka" ?) Tłumy fanów
(fanów jak fanów, ale fanek?), wywiady w telewizji, bankiety dobroczynne,
szepty sąsiadów: to ten, który... [tu wpisz co chcesz]. Jak to możliwe?
Właśnie odkryliśmy w tobie niezwykły talent aktorski. Masz poza tym
niezwykłe poczucie humoru i wyczucie chwili. Główna rola w nowym filmie?
Własny show w godzinach wysokiej oglądalności? Oto co cię może czekać
już w najbliższym czasie.
Oczywiście,
znów pomyśl jeszcze przez chwilę o tym, co za dziesięć (może piętnaście)
lat. Dom znów pusty (ta sama historia, co poprzednio, niestety, chwilowych
przygód ci nie brak, ale to jednak nie to, a na coś poważniejszego
zwyczajnie brak czasu). Granie w filmie to ciężka praca (jednak) - talent
to podstawa, ale dalej muszą być próby, ćwiczenia... Więc już grasz
nie tak często jak kiedyś, ludzie powoli zapominają o tobie. Dobrze, że
twój nowy teleturniej cieszy się wciąż wysoką popularnością
(poprzedni musieli zdjąć z anteny...). Anonimowy telefon z pogróżkami
(znów jakiś mąż? już trzeci raz w tym tygodniu) to już drobiazg.
Wiadomo jak jest, jedni kochają, inni zazdroszczą. Niestety, coraz częściej
przekonujesz się że więcej jest tych ostatnich, w oczy mówią ci co
innego, a za plecami... Bezwiednie zapalasz papierosa (prowadzisz cokolwiek
nerwowy tryb życia...) - parę razy próbowałeś zerwać, ale szybko
stwierdziłeś, że to zbyt trudne.
W
porządku, wystarczy. W końcu, nie ma róży bez kolców. Decyzja jest
jasna: nie mogę zmarnować takiej szansy. Więc nie ma się co zastanawiać...
Szczerze (naprawdę szczerze!) życzę ci powodzenia - i na wszelki wypadek
jako pierwszy proszę o autograf.
A
może... co jeszcze mogłoby być równie dobre? Zaraz, zaraz, ktoś mi mówił...
To było mniej więcej tak: "Będziesz szczęśliwy. Znajdziesz sens życia,
pokój, miłość, wolność, radość..." Dziwne słowa, prawda? Ale
zastanówmy się chwilę. Tak sobie, na próbę, spróbujmy pomyśleć, jak
to może być (za dziesięć lat, ma się rozmieć, choć w tym wypadku co
za różnica, może być i za rok, dwa). Trudno jakoś... jak to sobie
wyobrazić? Miłość... aha, już wiem. Przypominam sobie pusty dom i
przelotne przygody z (potencjalnie ekstra) dziewczynami. I nagle rozumiem -
"miłość", cokolwiek by to miało być, to coś, czego mi
brakowało w poprzednich próbach. Pokój - hm... nieprzespane noce (znów
ci włamywacze), nerwy na planie... Wolność - może bym wreszcie rzucił
te papierosy (gdyby ktoś sprawił, żeby mi się udało). A sens życia?
Czym są wszystkie bogactwa i sława wobec pewności prostego faktu, że
moje życie coś znaczy, nie jest tylko biologiczną egzystencją od
narodzin do śmierci?
Oj,
rozmarzyłem się trochę. Pora wrócić do rzeczywistości. Więc, gdybym
teraz miał stwierdzić, jaka wiadomość byłaby dla mnie naprawdę
najlepsza... czy odpowiedź nie jest prosta? Bez wahania wybieram tą
ostatnią. Tak, gdyby ktoś powiedział mi że naprawdę mogę mieć na stałe
te wszystkie rzeczy, uznałbym to za najlepszą wiadomość, jaką mógłbym
kiedykolwiek usłyszeć.
Prawie
dwa tysiące lat temu, pojawiła się pewna grupa ludzi, która miała coś
konkretnego do powiedzenia otaczającemu ją społeczeństwu. To, o czym
opowiadali, było tak niezwykłe, tak nieprawdopodobne i wspaniałe, że z
miejsca określono ich przesłanie jako dobre wieści - dobrą nowinę.
Ludzie, którzy ją słyszeli, nie dowierzali własnym uszom - czy to
naprawdę możliwe? Proszę, powiedzcie szybko, jak możemy tego doświadczyć...
Co
takiego mieli ci ludzie innym do przekazania, że wywoływało taki zapał i
entuzjazm? Czy mówili ludziom, w jaki sposób mogą stać się bogaci? Byłoby
to wspaniałe, ale nie... A może - jak mogą stać się sławni? Też
nie... Ich przesłanie było jeszcze wspanialsze - mówili ludziom o tym, że
ich życie może mieć sens. Że mogą być szczęśliwi, znaleźć miłość,
wolność, radość, pokój... Czy te słowa brzmią znajomo? Tak, chyba już
gdzieś je słyszałem... Ale to było tylko marzenie - czyżby ono naprawdę
mogło się spełnić?
Czytelniku,
pragniemy dzisiaj przekazać ci dobrą wiadomość. Ta dobra wiadomość
brzmi: także twoje życie może mieć dzisiaj sens. I ty też możesz znaleźć
bezwarunkową miłość, głęboki pokój, prawdziwą wolność i niezmącona
radość. Najlepsza, najwspanialsza nowina jaką słyszał świat to ta:
Istnieje Bóg. Bóg, który nie jest daleko od świata, od codziennego życia
zwykłych ludzi. Bóg, który poświęcił życie swojego Syna, aby wszyscy
ci, którzy pragną, mogli dziś za darmo przyjść i doświadczyć tego,
jak cudownie jest żyć razem z nim.
Niektórzy,
oczywiście, zachowywali się podejrzliwie. Mówili: jest w tym jakiś podstęp.
Na pewno chodzi tu o werbunek do jakiejś sekty. Piękne słowa i wspaniałe
obietnice zawsze służą jakiemuś ukrytemu celowi. A kiedy nie wiadomo, o
co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze - prawda? Biedni ludzie... Tak
bardzo oszukani, wykorzystani przez życie, że niezdolni już uwierzyć, że
w ogóle istnieje miłość, bezinteresowność, dobro... Choćby położono
im skarb przed samymi oczami, nie zdobyliby się na odwagę, by po niego sięgnąć.
Kończę
już. Chcę tylko zadać ostatnie pytanie - co chcesz zrobić z dobrą nowiną,
którą właśnie usłyszałeś? Przejdziesz nad nią do porządku
dziennego? Nie wierzę. Czy ktokolwiek postąpiłby w taki sposób, gdyby
dowiedział się, w jaki sposób zdobyć wielkie bogactwo (albo, jak wolisz:
wielką sławę) ? Czy powiedziałby "nie, to mnie nie
interesuje"? Do końca życia nazywano by go wielkim głupcem -
zmarnować taką okazję!? Może tobie też trudno wyobrazić sobie, że coś
takiego jak sens życia w ogóle istnieje? Może i ciebie życie, ludzie
wokoło, religia, pogoń za sukcesem - zraniły tak bardzo, że twierdzisz,
iż życie w innym sposób nie jest możliwe? Nie bądź głupcem. Nie proszę
cię o to z tego powodu, że mam w tym interes. Że ktoś mi zapłacił,
omamił, zrobił pranie mózgu. Proszę, bo przez tyle lat sam byłem głupcem,
nie wierząc w to, że szczęście jest tuż obok. A kiedy w końcu uwierzyłem...
Teraz już wiem. Wiem, że miłość, radość, pokój - one wszystkie
istnieją. Istnieją w Bogu, który kocha cię tak bardzo, że nie pozwolił
ci o tym nie wiedzieć.
Opracował
Michał Pleban
|
|
|
|