Subskrypcja Euromission Polska

Twój e-mail

dodaj usuń

ZNALAZŁAM WŁAŚCIWĄ DROGĘ

 

Witajcie!

Chcę podzielić się z Wami tym, przez co przeszłam kilka lat temu oraz faktem, że życie w obecnym kształcie zawdzięczam naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi.

Kiedy 9 lat temu kończyłam szkołę średnią, byłam osobą „intensywnie poszukującą” – zostawiłam za sobą okres zaangażowania w subkulturę punkową i coraz bardziej zaczynałam interesować się religiami Wschodu. Czułam, że czegoś brakuje w moim życiu duchowym, że moje praktyki stały się rutyną i przestają dawać mi satysfakcję. Jednocześnie cierpiałam z powodu braku przyjaciół, którzy podzielaliby moje zasady wyrażające się poprzez wegetarianizm oraz abstynencję od wszelkiego rodzaju używek.

Okazało się, że zetknięcie się z ruchem Hare Kryszna było tylko kwestią czasu. Stało się to niemal natychmiast po zdanych egzaminach wstępnych na studia. Najpierw broszurka na ulicy, a potem planowany wcześniej udział w otwartych spotkaniach organizowanych przez nich w centrum Lublina. Już pierwsze z nich wywarło na mnie wielki wpływ. Oszołomiona dźwiękiem mantr, tańcem oraz degustacją indyjskich potraw ofiarowanych wedyjskim bożkom przez resztę wieczoru nie mogłam myśleć o niczym innym niż nowi znajomi.

Mijały tygodnie, a ja coraz bardziej podporządkowywałam swoje życie sekcie. Nie były to już pojedyncze spotkania w tygodniu, ale całe weekendy. Gdzieś obok znajdowały się studia, które coraz bardziej zaniedbywałam, rodzina od początku niezadowolona z nowego sposobu spędzania przeze mnie wolnego czasu, nieznajome osoby zaczepiające mnie na ulicy lub w poczekalni u dentysty, aby podzielić się ze mną Dobrą Nowiną o Jezusie... „Przecież wszystko jest w porządku!” – krzyczały moje usta i serce. Skoro krysznaici mówią, że wszystkie religie prowadzą do tego samego Boga oraz wszelkie pisma, od Biblii przez Koran do Bhagavad-Gity, ukazują Najwyższego pod innym kątem, spory na temat słuszności czyjegoś wyznania są pozbawione sensu!

Musiałam jednak przyznać, że nie potrafiłam odnaleźć prawdziwego pokoju. W czasie spotkań z wyznawcami Kryszny przepełniała mnie euforia, natomiast kiedy leżałam wieczorem w łóżku i zastanawiałam się nad swoją przyszłością, miałam czasami wrażenie, że dosłownie i w przenośni lecę w czarną dziurę, z której nie ma wyjścia. Obawiałam się, że za parę lat, po skończeniu studiów – o ile wcześniej ich nie rzucę, ponieważ ciągle prześladowały mnie nie zdane egzaminy – zostanę zmuszona do wyboru między grupą a moją własną rodziną, od której w tym czasie coraz bardziej oddalałam się psychicznie. Chciałam umrzeć, ale nie na drodze samobójstwa. Pomyślałam – gdyby Bóg zabrał mnie bezboleśnie z tego świata, na przykład przez wypadek samochodowy... Byłam rozdarta między dwoma światami i nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić.

Wydawało mi się, że amerykański guru, którego wybrałam, poprowadzi mnie duchową ścieżką do Boga. Przeliczyłam się. Na szczęście ten człowiek, którego spotkałam zaledwie kilka razy w czasie swojego pobytu w sekcie nie zdążył wywrzeć na mnie zbyt dużego wpływu. Nawet nie odczuwałam szczególnej presji z jego strony w kwestii podejmowania ważnych decyzji życiowych. Był to jednak czas, kiedy zaniedbywanie nauki zaowocowało powtarzaniem roku, a mój styl życia, kwestionowany cały czas przez rodzinę, tym razem musiał ulec całkowitej zmianie. Presja, szczególnie ze strony mamy i starszego brata, była tak silna, że w końcu uległam i obiecałam, że przestanę spotykać się z przyjaciółmi z Hare Kryszna. Nie zabronili mi wprawdzie kontaktów towarzyskich z nimi, ale został położony szlaban na wszelkiego rodzaju praktyki religijne. Miałam wrażenie, że po dwóch latach pobytu w grupie wali mi się cały świat. Nie wiedziałam, czym teraz – przynajmniej oficjalnie – będę wypełniać swój czas, ponieważ formalna akceptacja tej decyzji wcale nie oznaczała, że zamierzałam na wszystko potulnie się zgodzić.

Następny okres, trwający ponad półtora roku, obfitował w ciągłe kłamstwa. Raz na jakiś czas udało mi się wyrwać na jakieś spotkanie, zobaczyć z kimś poza domem, porozmawiać przez telefon bądź też kupować nowe książki lub nawet tłumaczyć dla sekty materiały z angielskiego. Z jednej strony czułam satysfakcję, że kolejny raz udało mi się uśpić czujność rodziny, a z drugiej dręczyły mnie wyrzuty sumienia i zdawałam sobie sprawę, że to nie może trwać wiecznie. Jednak będąc fizycznie niemal poza ruchem, zaczęłam przyglądać się im uważniej i kwestionować po kolei różne obowiązujące wśród nich zasady. Raz po raz sięgałam po Biblię, ale już nie po to, żeby udowodnić sobie i innym, że chrześcijaństwo i krysznaizm zgadzają się ze sobą, ale aby przekonać się o czymś zupełnie odwrotnym.

Moje wątpliwości narastały, więc przyszedł wreszcie dzień, gdy postanowiłam pomodlić się do Jezusa i poprosić Go o pomoc. Powiedziałam do Niego tylko jedno zdanie: „Panie, pokaż mi, czy droga, którą wybrałam, była właściwa, a jeśli nie, to Ty zacznij mnie prowadzić”. Dosłownie po chwili usłyszałam nagle Jego głos w sercu – coś, co nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło. „Tak, zbłądziłaś, ale Ja jestem gotowy przyjąć Cię na nowo”. Przez chwilę czułam dziwną pustkę, która powstała, gdy nagle moje dotychczasowe poglądy uleciały gdzieś daleko w chmury. Ten stan nie trwał jednak długo, bo szybko poczułam wypełniający mnie Boży pokój.

Było to 30 marca 1997 roku – nigdy nie zapomnę dnia, kiedy Jezus Chrystus stał się moim Panem i Zbawicielem. Wyznałam – i wciąż wyznaję – Mu swoje grzechy i wiem, że tylko krew przelana przez Niego na krzyżu dla naszego zbawienia jest źródłem przebaczenia dla nas. Nie jest w stanie zrobić tego żaden guru ani rzekome kolejne wcielenia, które miałyby nas udoskonalić. Jezus mówi w Ewangelii św. Jana: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14:6). Dzięki Niemu uświadomiłam sobie, że Bóg kocha mnie nieskończoną miłością i akceptuje mnie w pełni, co pozwala mi zaakceptować samą siebie oraz pozytywnie patrzeć na życie i otaczających mnie ludzi. Bóg czuwa nade mną i ma dla mnie wspaniałe plany. Jeśli jeszcze nie przeżyłeś tego osobiście, zachęcam Cię, abyś zwrócił się do Jezusa. Przekonałam się osobiście, że On jest jedyną osobą, która mnie nigdy nie zawiodła!  

 

Opracowała Kasia Frąk

 


 


Artykuł
w formacie
Word'a 6.0

 

| Strona domowa | Wizja | Jak działamy | Historia | Michał i Małgorzata | Ewangelizacje |
| Czytelnia | Aktualności | Galeria | Adres | Jak mogę wspierać | Księga gości |