|
|
|
ŻYJĄC
NADZIEJĄ
|
We
wczesnych latach osiemdziesiątych, Steve Sawyer, chłopiec chory na
hemofilię, został zarażony wirusem HIV podczas transfuzji krwi.
Wiedząc, że jego śmierć jest nieunikniona, Steve spożytkował
czas, jaki mu pozostał, na podróżowanie do różnych campusów
uniwersyteckich i dzielenie się z innymi tym czego nauczył się o życiu
pełnym nadziei i pokoju będąc w samym środku strasznych okoliczności.
Tysiące studentów, którzy usłyszeli Steve'a mogliby powiedzieć,
że posłannictwo nadziei i miłości Bożej na zawsze zmieniło ich
życie. Poniższa historia jest jedną z tych, które Steve opowiedział
podczas swej wizyty na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara |
Niedaleko
od brzegu płynął w gęstej mgle statek marynarki wojennej. Nagle marynarz
zobaczył stałe światło w oddali i natychmiast powiaomił kapitana.
"W oddali jest światło zmierzające prosto na nas. Co mam robić?"
Kapitan kazał mu nadać sygnał świetlny do tego statku, nakazujące zmianę
kursu. Tamten statek jednak odpowiedział, "Nie, to wy zmieńcie
kurs." Ponownie kapitan poinstruował aspiranta aby rozkazał zbliżającemu
się statkowi natychmiastową zmianę kursu. Ponownie odpowiedź brzmiała,
"Nie, to wy zmieńcie kurs." Wreszcie marynarz wysłał sygnał,
"Tu kapitan statku marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Macie
zmienić swój kurs natychmiast." Odpowiedź brzmiała, "Nie, to
wy zmieńcie kurs. Tu latarnia morska."
Ta
historia pokazuje, jak my, ludzie dążymy do radzenia sobie z bólem.
Zawsze wolimy, aby okoliczności wokół nas zmieniły kurs, niż byśmy to
my mieli zmieniać nasz, aby stawić czoło tym okolicznościom. Moje życie
było doskonałym przykładem tego. Urodziłem się chory na hemofilię z
zaburzeniem krwi powodującym, że moje kości i stawy puchły bez żadnego
powodu. Hemofilia jest leczona przy użyciu protein uzyskiwanych z krwi
oddawanej przez dawców. Więc gdzieś pomiędzy 1980 a 1983 rokiem jeden z
dawców, od którego pobrano krew, był zarażony wirusem HIV. Dlatego też
wszelkie lekarstwa jakie otrzymałem z tego źródła krwi, prawdopodobnie
setki, były zainfekowane wirusem HIV. W ten sam sposób nieco później
zostałem zarażony żółtaczką typu C.
Właściwie
nie powiedziano mi, że jestem pozytywny aż do 1990 roku, gdy byłem
studentem drugiego roku. Kiedy to usłyszałem, moja pierwsza reakcja była
taka, jak gdy trzeba stawić czoło czemuś z czym sobie nie radzimy - po
prostu zaprzeczyłem, że jestem pozytywny i próbowałem udawać, że tego
w ogóle nie ma. HIV nie sprawia takiego bólu jak hemofilia, kiedy to ból
jest ogromny. HIV nie powoduje żadnych zewnętrznych symptomów. Nie mógłbyś
ich prawie zauważyć, więc łatwo było udawać, że tego nie ma. Ten sam
sposób radzenia sobie z chorobą przejęli moi rodzice. "Wyglądasz
dobrze, czujesz się dobrze, więc wszystko z tobą musi być w porządku,"
mówili.
Doskonałym
przykładem takiego zaprzeczania jest film "Monty Python w poszukiwaniu
Świętego Graala". W jednej ze scen król Artur przemierza las i
napotyka rycerza w starej, czarnej zbroi. Rycerz blokuje drogę i król
Artur wie, że nie uda mu się przedostać, chyba że stoczy walkę z
czarnym rycerzem. Gdy dochodzi do walki, królowi Arturowi udaje się odciąć
ramię czarnego rycerza. Król chowa swój miecz i zaczyna odchodzić, ale
wtedy rycerz mówi: "Nie!". Król Artur odpowiada, "Odciąłem
ci ramię!" Rycerz patrzy na nie i odpowiada, "Nie!" Więc król
Artur spogląda na ziemię i mówi, "Na ziemi leży twoje ramię!"
Na to rycerz odpowiada, "To tylko rana!" Wtedy do króla Artura
dociera, że będzie musiał go dotkliwie pokaleczyć, żeby móc się
przedostać. Więc walka trwa nadal, a Artur odcina wszystkie kończyny
rycerza aż to co pozostaje to jedynie tułów z głową. Gdy król Artur
odchodzi słyszy jeszcze krzyczącego rycerza, "Wracaj tchórzu, odgryzę
ci kolana!"
Nie
trzeba dodawać, że rycerz uciekał od oczywistej prawdy, że przegrał
walkę, i nie potrafił się z tym pogodzić. Chociaż jest to oczywiście
humorystyczny przykład, skutki tego w naszym życiu mogą być poważne.
Gdybym do końca zaprzeczał, że mam HIV, mógłbym na przykład nie podjąć
właściwych środków zabezpieczających podczas skaleczenia palca. Mógłbym
w ten sposób kogoś skrzywdzić lub nawet zabić. Ale niebezpieczeństwo
ucieczki o rzeczywistości jest równie groźne i bolesne dla ciebie samego.
Kiedy odrzucasz coś i przez dłuższy czas udajesz że tego nie ma, wtedy
to się tylko wzmacnia i w końcu eksploduje.
Byłem
w stanie zaprzeczać, że jestem pozytywny przez trzy lata. Niemniej jednak
będąc na ostatnim roku studiów, poważnie zachorowałem. Zaczęły
pojawiać się symptomy choroby. Białe krwinki są to ciałka krwi, które
walczą z infekcjami, a liczba tych komórek w twoim organizmie mówi, czy
masz AIDS. Kiedy poziom białych krwinek spada poniżej 200 jednostek, możesz
być pewien, że masz w pełni rozwinięty AIDS. U mnie poziom tych komórek
wynosił 213 i cały czas spadał. Byłem naprawdę bardzo, bardzo chory i
blady, nie mogłem nawet normalnie przyjmować jedzenia. Nie mogłem dłużej
udawać, że mój HIV nie istnieje - on był bardzo realny. Zaprzeczanie nie
było już możliwą opcją, więc musiałem znaleźć nowy sposób radzenia
sobie z tym przez co przechodziłem. Kolejną rzeczą, której spróbowałem,
było oskarżenie kogoś. Myślałem, że poczułbym się lepiej gdyby ktoś
do mnie podszedł i powiedział, "Steve to moja wina,
przepraszam." Więc początkowo zacząłem obwiniać całą społeczność
homoseksualistów. Całkiem niezłe przerzucenie odpowiedzialności,
prawda?. Ale kiedy zacząłem myśleć na ten temat doszedłem do wniosku,
że to głupie obwiniać całą grupę ludzi za mój problem. Wtedy
zdecydowałem się obwinić Boga. Wówczas tak naprawdę nie wierzyłem w
Boga, ale oceniłem, że jeśli już ktoś ma kontrolę nad taką sytuacją,
to jest właśnie Bóg. Więc zrzuciłem odpowiedzialność na Boga. Kiedy
masz kogoś, na którym możesz skupić cały swój narastający ból, wtedy
przeradza się to w złość, a w końcu we wściekłość.
W
końcu zacząłem wpadać w szaleństwo. Za każdym razem kiedy ktoś coś
do mnie powiedział, nawet miłego, wkurzało mnie to, i wybuchałem na
niego. Waliłem pięściami w ściany, niszczyłem swój pokój i robiłem
inne podobne rzeczy. W pewnym momencie odkryłem, że złość ma niezłą
zdolność mącenia twojego umysłu i powoduje, że przestajesz myśleć
racjonalnie. W dodatku niszczy ona ludzi, których kochasz. Dużo lepszym
sposobem radzenia sobie z bólem jest płacz, ponieważ on nie rani nikogo i
czujesz się znacznie lepiej. Pewnego razu byłem w swoim pokoju i naprawdę
sięgnąłem już dna. Byłem bardzo chory, straciłem mnóstwo na wadze.
Wtedy krzyczałem, przeklinałem Boga, waliłem pięściami w ścianę w
swoim pokoju i nagle wszedł mój tata zamykając drzwi za sobą. Mój tata
jest leczącym się alkoholikiem, poprzez spotkania AA nauczył się wiele o
Bogu. Tata spojrzał na mnie i powiedział, "Wiesz Steve, ja nie mogę
ci pomóc, twoi lekarze nie mogą ci pomóc, twoja mama nie może ci pomóc,
nie możesz sobie sam pomóc. Jedynym, który może ci pomóc w tym momencie
jest Bóg." I wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. W momencie
kiedy dopiero co przestałem przeklinać Boga, nie wydawało mi się właściwym
aby prosić Boga o pomoc. Ale nie miałem żadnego innego wyboru. Rzuciłem
się na kolana i poprzez łzy powiedziałem, "W porządku Boże, jeśli
gdzieś jesteś, pomóż mi."
W
bardzo krótkim czasie odzyskałem wagę i poziom białych krwinek podskoczył
do 365, co było naprawdę niezłym wynikiem. Czułem się świetnie, świetnie...
tak po prostu. Pomyślałem wtedy, " W porządku Boże, dzięki, to było
miłe, do widzenia." I tyle. Skończyłem college i przystąpiłem do
testu przed pierwszym rokiem studiów uniwersyteckich. Wtedy też spotkałem
mojego późniejszego współlokatora z akademika. Kiedy skończyłem test,
on podszedł do mnie, wysoki, chudy blondyn. Powiedział, "Hej,
wydajesz się w porządku. Chcesz ze mną mieszkać?" A ja pomyślałem,
OK, jasne, tylko że... Ale powiedziałem: "Pewnie." Zostaliśmy
współlokatorami, a właściwie najlepszymi przyjaciółmi. Odkryłem, że
on jest chrześcijaninem. W tym czasie obraz chrześcijanina w moim umyśle
to był hipokryta, osoba obłudna i potępiająca innych. To wszystko, czym
był dla mnie chrześcijanin. Ale mój współlokator był inny. Miał
problem z dysleksją. Zauważyłem, że kiedy się uczył i dochodził
powoli do punktu, w którym była frustracja, punktu, w którym ja bym walił
pięściami w ścianę i niszczył różne rzeczy, on po prostu zamykał
oczy, modlił się, brał głęboki oddech i wracał do pracy. To mnie zbiło
z tropu. Pomyślałem sobie, "Jak możesz tak siedzieć spokojnie?
Musisz wybuchnąć, coś zniszczyć!" Naprawdę zadziwiało mnie, jak
on mógł robić coś takiego.
Mój
współlokator zaprosił mnie, żebym pojechał z nim podczas przerwy
wiosennej do Daytona Beach. Kiedy byliśmy tam, mój przyjaciel i ja zaczęlismy
rozmawiać z gościem siedzącym obok nas na plaży. Z początku rozmawialiśmy
o całkiem przyziemnych sprawach, ale po pewnym czasie mój przyjaciel
zdecydował się poruszyć dużo poważniejsze, głębsze tematy. Nie miałem
na to ochoty, borykałem się już z wieloma problemami - to trudne, kiedy
wiesz, że umierasz w tak młodym wieku, i naprawdę nie chciałem rozmawiać
o takich sprawach z nieznajomym na plaży. Dlatego też wycofałem się z
rozmowy. Oni kontynuowali dyskusję i w końcu dotarli do punktu, w którym
mój przyjaciel próbował wytłumaczyć, w co wierzył jako chrześcijanin.
Nie
wiem czy będę potrafił wyjaśnić to tak dobrze jak on to zrobił, ale
jego słowa brzmiały mniej więcej tak, "Oczywiście wierzę w Boga,
wierzę, że Bóg stworzył nas abyśmy pozostawali w bliskiej więzi z nim.
Ale my nie chcemy być bliko Boga, więc Go odpychamy od siebie. To
odrzucenie i bunt - bez względu na to czy jest to naprawdę bunt przeciwko
Bogu, czy po prostu obojętność - w Biblii nazwane jest grzechem. Nie lubię
słowa 'grzech' więc myślę o tym jako o odrzuceniu, odepchnięciu Boga od
siebie. I dlatego, że to robimy, choć zostaliśmy stworzeni do tego, żeby
mieć relację z Bogiem, zasługujemy na karę. Karą za bunt jest śmierć,
dlatego umieramy. Ale jest też śmierć duchowa, oddzielenie od Boga."
Powiedziałem wtedy, "Ale Bóg nas kocha." A on odpowiedział,
"Ale Bóg jest również sprawiedliwy. Miłość bez sprawiedliwości
jest niczym." To nie miało dla mnie najmniejszego sensu, więc on
powiedział, "Wyobraź sobie osobę, o którą dbasz jak o nikogo
innego na świecie, osobę, za którą oddałbyś życie. Następnie wyobraź
sobie, że ranisz jakoś tę osobę i odsuwasz się od niej na długi okres
czasu. Pewnego dnia jednak widzisz ją oddaloną od ciebie o 50 metrów, więc
biegniesz do niej, otwierasz swoje ramiona i nagle zatrzymują cię słowa
tej osoby: "Hej, co ty sobie wyobrażasz, przecież odrzuciłeś mnie
wtedy, pamiętasz?" I teraz wyobraź sobie Boga, największą miłość
wszechświata. Jak wyglądasz w tej sytuacji?" Pomyślałem sobie,
"Nie, to mi się nie podoba." Ale on powiedział, "Na szczęście,
to się tak nie kończy, ponieważ Bóg kocha nas tak bardzo i tak bardzo się
o nas troszczy, że zdecydował się zapłacić karę za nas. Zesłał swego
Syna, Jezusa, żeby umarł na krzyżu za nas. A ponieważ Jezus, będąc
Bogiem w ciele, żył bez żadnego grzechu, mógł zapłacić karę za kogoś
innego. Zapłacił za nas." Mój przyjaciel dalej kontynuował,
"Następnie Jezus powstał z martwych trzy dni później, pokonał
duchową śmierć i oferuje nam wieczne życie. Teraz nie umieramy, ale spędzamy
wieczność z największą miłością wszechświata." Wtedy powiedziałem,
"To już lepiej." "Ale" mówił dalej, "Problem w
tym, że chociaż to On zapłacił karę, jeśli nie zaakceptujesz tego i
nie przyjmiesz... to twoja sprawa."
Nadal
jednak ani ja, ani stojący z nami facet nie byliśmy pewni czy wszystko do
końca rozumiemy, dlatego też mój przyjaciel powiedział, "OK.,
wyobraź sobie, że pędzisz tą drogą 90 km/h, choć ograniczenie prędkości
jest do 35 km/h. Zatrzymuje cię gliniarz i wypisuje ci mandat. Żeby zapłacić
mandat musisz następnego dnia stawić się w sądzie. Więc idziesz
nazajutrz do sądu i widzisz, że sędzią jest twój tata. Myślisz więc
sobie: hej, wszystko w porządku, to mój tata, on to zaraz załatwi. Twój
tata spogląda na ciebie i mówi, "Steve, czy złamałeś prawo?"
Ty mówisz, "Tak." Więc on mówi, "OK., skazuję cię 1500 zł
grzywny lub dwa dni więzienia." Uderza młotkiem i to wszystko.
Ponieważ jest sprawiedliwy, musi wymierzyć wyrok. Ale kiedy schodzi z ławy
sędziowskiej, zdejmuje togę, wyjmuje z kieszeni i wręcza ci 1500 zł.
Ponieważ cię kocha, zapłaci karę za ciebie, ale ty musisz przyjąć
ofertę pomocy. On stoi tam trzymając tą forsę i mówiąc, "Proszę."
Podobnie jest z Bogiem: możesz po prostu powiedzieć, "Nie, ja spędzę
wieczność oddzielony od Ciebie." To twój wybór, ty musisz go dokonać."
Mój przyjaciel mówił, że przyjęcie oferty odbywa się poprzez modlitwę.
Powiedział, "Ty po prostu akceptujesz zapłatę, to jest dar Bożej łaski.
Nic nie musisz robić, żeby to otrzymać. To jest Boży dar dla
ciebie." To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem o łasce. Mój
przyjaciel mówił, "To jest dar, który przyjmujesz przez wiarę
poprzez modlitwę." Mój przyjaciel zaproponował, że będzie się z
tym facetem modlił. Więc kiedy on modlił się głośno, ja pomodliłem się
też, ale cicho.
Od
tego czasu moje życie nabrało zupełnie innej perspektywy. Nie musiałem
już więcej kłaść się do łóżka wieczorem martwiąc się czy jutro
rano obudzę się i będę żył. Nie bałem się już umierania, bo
umieranie przestało mi się kojarzyć z końcem, czymś czarnym, ciemnym.
Teraz wiem, że choć wkrótce umrę, spędzę wieczność, na zawsze, z
największą miłością wszechświata. To było takie uwalniające. Moi
rodzice również modlili się do Boga, jak ja to zrobiłem, a ich życie, również,
nabrało innej perspektywy.
To
zadziwiające, że oni pozwalają mi podróżować, wiedząc, że mam przed
sobą prawdopodobnie jeszcze tylko 6 miesięcy życia. I możecie sobie
wyobrazić, jakie dla nich to trudne stać z założonymi rękami, czekać i
patrzeć jak ich syn umiera? Nie mogą nic zrobić. Ale jedynym spsobem, w
jaki ja i oni sobie z tym wszystkim radzimy jest to, że znamy Jezusa w
naszym życiu. Czy mogę dać wam szansę przyjęcia Bożej zapłaty? Gdybyście
mieli lekarstwo na AIDS, jestem pewien, że byście mi je zaproponowali. Nie
możecie niestety tego zrobić. Ale za to ja wiem, jak dostać się do
wieczności. Wiem i dlatego chcę wam to zaproponować. Jeżeli
przechodzicie przez coś, z czym sobie nie radzicie, i jeżeli chcielibyście,
żeby ktoś przy was stał w gotowości, żeby was podnieść, kiedy cały
świat daje wam kopniaka i wbija nóż w plecy, to proszę was teraz - pomódlcie
się ze mną. Modlitwa nie ma nic wspólnego z zamykaniem oczu, schylaniem głowy,
składaniem dłoni czy krzyczeniem "Alleluja!" Nic takiego. To
postawa waszego serca, mówiąca do Boga, "Boże złamałem prawo,
odrzuciłem Cię i chcę wrócić przez przyjęcie twojej oferty" Jeśli
czujesz, że tego potrzebujesz, proszę módl się tą modlitwą teraz.
"Panie Jezu, potrzebuję Cię. Dziękuję Ci za to, że umarłeś za
mnie na krzyżu. Proszę, żebyś przyszedł do mojego życia i sprawił, żebym
był taką osobą jaką zawsze chciałem być. Amen."
Jeżeli
modliliście się szczerze, nawiązaliście najcudowniejszą relację jaką
kiedykolwiek mogliście mieć - relację z Bogiem. Nie kończy się ona
tylko z modlitwą. Relacja z Bogiem jest procesem. Oznacza ona codzienne
ufanie Bogu, próbę postępowania nie tak jak byśmy chcieli sami, lub ale
tak, jak wiemy, że Bóg chce.
Niektórzy
ludzi mówią: "Chrześcijaństwo sprawdza się w twoim życiu i to
jest super, ale czy inne religie nie mogą sprawdzać się w życiu innych
ludzi?" Dobre pytanie. Wierzę, że Bóg dał nam sposób, żebyśmy
mogli się z nim spotkać - przez śmierć Jezusa na krzyżu. W innych
religiach jest element prawdy. Ale stanowią one w głównej mierze kodeksy
moralne - "Zrób to siedem razy, a przywiedzie cię to bliżej
Boga." Ale jeśli próbujesz wypracować sobie drogę do Boga, to ile
musisz pracować? Skąd wiesz, że osiągnąłeś ten właściwy punkt?
Wydaje mi się, że to gdzie chrześcijaństwo przewyższa wszystko inne, to
łaska Boża. Wiedząc, że nigdy nie osiągniemy Bożej doskonałości, możemy
polegać na Bożym przebaczeniu. Naszym celem jest podążanie Jego ścieżką.
Popełniamy błędy, ale nie przestajemy ufać łasce Bożej. Modlimy się.
Czytamy Biblię. Dowiadujemy się czego Bóg oczekuje od nas. I w końcu osiągamy
pokój. Na całą wieczność.
Steve
Sawyer umarł 13 marca 1999 roku na niewydolność wątroby spowodowaną żółtaczką
typu C. Spędził ostatnie lata życia przemawiając, mimo że podróżowanie
nieodłącznie wiązało się z bólem. Na kilka dni przed śmiercią Steve
powiedział, że chce odwiedzić jeszcze jeden uniwersytet. Zapytano go,
dlaczego? "Jeśli miałbym zachorować na tę straszną chorobę, która
mnie zabija, tylko dla jednej osoby, która zrozumiałaby, że może mieć
bliską więź z Chrystusem, sądzę że byłoby warto. W świetle wieczności
to wszystko, co ma znaczenie."
Copyright ©
Every
Student's Choice
|
|
|
|